Jesteś tutaj: Telekabel & digital tv > Wywiad miesiąca >> Nie budujmy muru wzdłuż plaży

Nie budujmy muru wzdłuż plaży

OLYMPUS DIGITAL CAMERAz Juliuszem Braunem, b. prezesem TVP, członkiem Rady Mediów Narodowych rozmawia Jerzy Papuga.

 

Panie Prezesie, właściwie jaką funkcję spełnia teraz Rada Mediów Narodowych?

 

Jest to jakaś resztka pomysłów zapisanych w projektach ustaw, które miały wprowadzić media narodowe, a które jak wiadomo zostały zastopowane i nie weszły  w życie. Spodziewałem się, że PiS przez te wszystkie lata bycia opozycją, mając specjalistów, takich jak choćby Jarosław Sellin czy Anna Streżyńska, wypracował spójną koncepcję reformy mediów i będzie ją realizował. Tymczasem nic bardziej mylnego. PiS  powierzył przygotowanie projektów osobom, które – jak się okazało – się na tym nie znają a projekty ustaw z I połowy 2016 roku, nie tyle z przyczyn politycznych, ale czysto praktycznych, są nie do zrealizowania. No i w efekcie nie ma mediów narodowych, jest natomiast ich Rada, która w sensie formalnym zajmuje się mediami publicznymi, ale zgodnie z nową ustawą, tylko w bardzo wąskim zakresie. Ma uprawnienia do powoływania i odwoływania władz spółek mediów publicznych i Polskiej Agencji Prasowej. Stała się swoistą czapką kadrową, służącą jedynie zmianom władz mediów publicznych, ale żeby to czynić,  powinna mieć choćby elementarną wiedzę o tym, co się w tych spółkach dzieje. Tymczasem takiej wiedzy nie ma, bo nie posiada żadnego aparatu analitycznego i wykonawczego.

 

Ale taki aparat jest w KRRiT…

 

Moim zdaniem istnienie Rady Mediów Narodowych, także z punktu widzenia interesów politycznych PiS, nie ma większego sensu, bo sprawy regulacji i kontroli nad mediami powinny być skoncentrowane w KRRiT. Krajowa Rada została wzbogacona ostatnio o dodatkowe etaty, wybrani zostali nowi ludzie…

 

System trzech regulatorów, KRRiT, UKE i RMN, powstał wbrew zapowiedziom, iż najlepiej, aby to był jeden regulator, na wzór brytyjskiego. Czy to jest model docelowy i pożądany?

 

Zgadzam się z minister Streżyńską, że jeden regulator to rozwiązanie optymalne. Sam pomysł zrodził się zresztą mniej więcej 15 lat temu, w ramach projektu prowadzonego przez KRRiT, której byłem wówczas przewodniczącym, a ona ekspertem. Koncepcja ta wzbudziła jednak już wtedy bardzo wielkie emocje,  co nie zmienia faktu, że jest ciekawa, warta poważnej refleksji, a w dodatku  możliwa do realizacji, nawet bez zmiany Konstytucji.

 

Po prostu, jedynym regulatorem mogłaby być KRRiT, choć z poszerzonymi kompetencjami.

 

Były w Polsce dotąd dwa organy regulujące, zapowiadano utworzenie jednego, a skończyło się na tym, że są trzy. Jeżeli w Staniach Zjednoczonych Federalna Komisja Łączności (FCC) może działać nieprzerwanie od lat 30. ub. w., czyli od czasów gdy istniało tylko radio, a telewizja dopiero się rodziła, to znaczy, że można rozbudowywać kompetencje organu wraz z rozszerzaniem się rynku.

 

Jeden regulator ogarniałby więc wszystkie media elektroniczne, gdyż zmienia się model konsumpcji mediów i właściwie codziennie mamy do czynienia z nowymi zjawiskami na rynku.    

 

Instytucje regulacyjne państwa powinny za tymi zmianami podążać, zaciera się przecież granica pomiędzy telewizją a internetem, choć telewizja nie umrze, jak niektórzy wieszczą. Zawsze ktoś będzie produkować programy, umieszczać je w przestrzeni nadawczej, ale wyznaczenie momentu, w którym powinien działać regulator, okazuje się bardzo trudne i odpowiedzialne. Mamy z tym do czynienia przy dyrektywie o audiowizualnych usługach medialnych, której ramy są poszerzane, ale granice regulacji często trudne do precyzyjnego określenia. Portale prasowe zamieszczają dziś masowo treści audiowizualne, ale prasa nie jest przedmiotem regulacji dyrektywy. Oczywiście, taki nowy organ powinien być niezależny i nieupartyjniony, ale z tym wiąże się przede wszystkim problem starej ustawy o radiofonii i telewizji.

 

Która ma ponad 20 lat i nadaje się cała do zmiany…

 

Jak na tamte czasy, była ustawą nowoczesną, naprawdę wychodzącą w przyszłość, ale w czasie jej obowiązywania byliśmy świadkami radykalnych zmian, w tym powstania internetu. W wielu krajach powstały w tym okresie zupełnie nowe przepisy, a polska ustawa była nowelizowana głównie pod kątem tego, co konieczne, ze względu na prawo europejskie, nie było natomiast kompleksowej nowelizacji, która dostosowałaby prawo do rozwoju rynku.

 

Bo tak w ogóle to stan legislacji w zakresie mediów jest dość zaniedbany, oględnie mówiąc. Mamy rozgrzebany tzw. trójpak…

 

… który okazał się bublem, leży w komisji po I czytaniu i nie jest dalej procedowany oraz działającą ustawę o Radzie Mediów Narodowych, skoncentrowaną na zamianach kadrowych no i zarzuconą już chyba ostatecznie propozycję KRRiT w starym składzie, dotyczącą dużej nowelizacji ustawy o rtv, której nowa Rada nie podjęła. A starała się ona, przypominam, wyjść naprzeciw noweli dyrektywy o audiowizualnych usługach medialnych, czy rozrostowi usług VoD i innych przekazów na życzenie.

 

No, ale zaraz wejdzie do Sejmu ustawa abonamentowa, która da finansowanie telewizji publicznej.

 

To nie takie proste. Ustawy nie ma, mimo że według zapowiedzi już w październiku 2016 roku powinna być w pracach legislacyjnych. O uszczelnieniu abonamentu słyszę od początku telewizji publicznej, jest to hasło- wytrych, bo łatwo powiedzieć, że będziemy uszczelniać. Znacznie gorzej jest, kiedy pytamy o to, jak skontrolować realizację obowiązku płacenia abonamentu przez tego obywatela, który nigdy nie płacił, bo nie zarejestrował odbiorników? Jak wejść komuś do mieszkania z nakazem sprawdzenia, czy używa odbiornika telewizyjnego bądź radiowego? Pomysł PiS- u z opłatą audiowizualną, która miała być zbierana przy prądzie, zwolnienia od opłat rejestrowane przez gminy, a obowiązek płacenia egzekwowany przez urząd skarbowy wprowadziłby jeszcze większy bałagan. Trójkąt bermudzki, jaki powstałby pomiędzy tymi organami, spowodowałby prawdziwy kataklizm w abonamencie.

 

To co robić?

 

Gdy sprawowałem funkcję prezesa TVP, byłem zwolennikiem opłaty audiowizualnej, którą proponował swego czasu minister kultury Bogdan Zdrojewski. Poprzednia KRRiT opowiadała się jednak za jej poborem jako swego rodzaju podatku. Moim zdaniem model niemiecki opłaty audiowizualnej jest najlepszy; model podatkowy, znany jako fiński, szybko zdegradowałby się, bo przy każdorazowych kłopotach budżetowych sięgnięto by po te pieniądze. Model niemiecki to po prostu opłata audiowizualna przeznaczona na wszystkie media publiczne płacona przez każdego, niezależnie od posiadania odbiornika. Umownie „jak masz adres- to płacisz na media publiczne”, bo każdy w jakiejś formie korzysta dziś z treści audiowizualnych. Co ciekawe, gdy Niemcy wprowadzały opłatę parę lat temu, to Komisja Europejska zaakceptowała ją bez żadnych wątpliwości. I gdyby Polska równolegle to zrobiła, opłata tak samo przeszłaby bezproblemowo. Natomiast teraz, gdy polski rząd ruszył na wojnę z instytucjami europejskimi, a „dobra zmiana” w mediach publicznych budzi wielkie sprzeciwy, tak łatwo by nie było.

 

więcej w numerze 12/2016

    • Numer 11/2017


    • Telewizja w internecie


      Jeszcze kilka lat temu by obejrzeć w telewizji ulubiony serial, widz musiał czekać na konkretny dzień tygodnia i…

    • Zmieniamy się dla widzów


      TELEKABEL & digital tv rozmawia z Danielem Reszką, Vice President, Youth & Emerging Brands CEE w spółce…

    • Epic Drama


      14 grudnia ub. r. do oferty wybranych operatorów dołączył nowy kanał tematyczny Epic Drama. To stacja z…